Wenezuela na skraju wojny domowej – komentarz dr Joanny Gocłowskiej-Bolek

Wenezuela na skraju wojny domowej

Dr Joanna Gocłowska-Bolek
Centrum Studiów Latynoamerykańskich
Uniwersytet Warszawski

Tysiące demonstrantów na ulicach, zamieszki tłumione w coraz bardziej krwawych akcjach z udziałem policji i wojska, grupy paramilitarne porywające zakładników, chaos legislacyjny. Do tego zapaść gospodarcza, brak podstawowych produktów żywnościowych i leków oraz szalejąca hiperinflacja. W czasie antyrządowych protestów setki ludzi zostało aresztowanych, 3,5 tys. rannych, a ponad 130 poniosło śmierć[1]. Caracas zyskało niechlubne miano jednego z najniebezpieczniejszych miast świata. Sytuacja w Wenezueli wymyka się spod kontroli. Coraz częściej mówi się o groźbie wojny domowej.

Plany przebudowy porządku prawnego

30 lipca w Wenezueli odbyły się wybory do Zgromadzenia Konstytucyjnego, zwołane przez prezydenta Nicolasa Maduro wbrew protestom przeważającej części społeczeństwa oraz przy ostrej krytyce międzynarodowej opinii publicznej. Zgromadzenie – zwane Konstytuantą – składające się wyłącznie ze zwolenników obecnego rządu, bezterminowo zastąpiło dotychczasowy parlament. Zadaniem Konstytuanty będzie zmiana konstytucji kraju i „gruntowna przebudowa” państwa. Niezależni obserwatorzy mówią wprost o fałszowaniu głosowań i zawyżaniu liczby obywateli biorących udział w wyborach. Opozycja w Wenezueli traktuje wybory jako próbę całkowitego zawłaszczenia władzy przez szefa państwa i ugruntowanie jego dyktatury. Fakt przeprowadzenia wyborów oraz ich wynik oprotestowała nie tylko tamtejsza opozycja, ale także ONZ, Organizacja Państw Amerykańskich, Unia Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR), Unia Europejska, USA i większość krajów regionu, m.in. Kolumbia, Argentyna i Peru. Jedna z najważniejszych organizacji integracyjnych Ameryki Południowej, MERCOSUR, zdecydowała o zawieszeniu Wenezueli w prawach członkowskich.

Pierwsza decyzja Konstytuanty

Wenezuelska Konstytuanta na pierwszym posiedzeniu jednogłośnie zdecydowała o usunięciu Luisy Ortegi Diaz ze stanowiska prokurator generalnej kraju. Luisa Ortega odważyła się otwarcie zakwestionować legalność wyborów do Konstytuanty. Domagała się zaniechania nadmiernej przemocy wobec cywilnych protestujących i wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem o sfałszowanie wyników wyborów. Dwa dni po jej oficjalnemu wystąpieniu przeciwko prezydentowi, gmach Prokuratury Generalnej został otoczony przez żandarmerię, a sama Ortega pozbawiona funkcji[2]. Zastąpić ją ma obecny rzecznik praw obywatelskich i lojalny chavista, Tarek William Saab.

Kluczowa rola wojska w zagwarantowaniu władzy prezydenta Maduro

Władze Wenezueli poinformowały, że około 20 „najemników” brało udział w niedawnym ataku na bazę wojskową w Valencii na północnym zachodzie kraju[3]. Według oficjalnych informacji dwóch napastników zginęło, a ośmiu zostało aresztowanych. W rządowych mediach mówi się o terrorystach przebranych w mundury, dowodzonych przez dezertera, opozycja mówi o próbie buntu części armii. Napastnicy zamierzali zmusić prezydenta Maduro do odejścia i przywrócić porządek konstytucyjny w Wenezueli. Prezydent Nicolás Maduro ogłosił w wystąpieniu telewizyjnym, że wojsko odparło „atak terrorystyczny”, a winni zostaną surowo ukarani. Nieoficjalnie mówi się, że nie była to pierwsza próba wystąpienia wojska przeciw władzy. Jednak dopóki wojsko pozostanie lojalne urzędującemu prezydentowi, dopóty może on liczyć na utrzymanie się przy władzy. A osoby funkcyjne w wenezuelskiej armii mają zagwarantowane przywileje, z którymi trudno jest się dobrowolnie rozstać w obecnej sytuacji ekonomicznej, m.in. wysokie wynagrodzenie oraz niemal nieograniczony dostęp do produktów żywnościowych dla siebie i swoich rodzin.

Zdecydowane stanowisko USA wobec sytuacji w Wenezueli

Waszyngton otwarcie zarzuca prezydentowi Maduro podważanie zasad demokracji i porządku konstytucyjnego. W reakcji na wybory do Konstytuanty ministerstwo finansów USA zdecydowało o nałożeniu na prezydenta oraz kilkunastu najwyższych urzędników państwowych, w tym brata zmarłego prezydenta, Adana Chaveza, bezprecedensowych sankcji: ich aktywa finansowe podlegające amerykańskiej jurysdykcji zostały zamrożone, a oni sami mają zakaz wjazdu do USA. Obywatelom USA nie wolno utrzymywać jakichkolwiek relacji biznesowych z prezydentem Wenezueli i jego najbliższymi współpracownikami. Jednak prezydent Maduro nie wydaje się przejmować finansowym wymiarem tych sankcji, a raczej wykorzystuje fakt ich nałożenia w swojej krytyce Stanów Zjednoczonych.

Unia Europejska proponuje dialog zamiast sankcji

Również państwa Unii Europejskiej nie uznają legalności wybranego 30 lipca br. Zgromadzenia Konstytucyjnego. Jednak Unia Europejska nie zdecydowała się na nałożenie sankcji na przedstawicieli władz Wenezueli w ślad za Stanami Zjednoczonymi, chociaż sygnalizuje taką możliwość. Państwa Unii Europejskiej uzgodniły swoje stanowisko wobec wydarzeń w Wenezueli i deklarują „pilne śledzenie sytuacji w regionie”, jak podkreśla Federika Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji[4]. Unia Europejska wzywa do negocjacji i dialogu, a do władz Wenezueli apeluje m.in. o zwolnienie oponentów osadzonych w aresztach.

Dramatyczna sytuacja ekonomiczna

Od 2014 roku Wenezuela pogrąża się w zapaści gospodarczej. Według prognoz CEPAL, Komisji Gospodarczej ONZ ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w bieżącym roku PKB skurczy się o dalsze 9,4 %, co oznacza czwarty rok z rzędu poważnego spadku dochodu narodowego. Wskaźnik inflacji jest najwyższy na świecie: według szacunków MFW może wkrótce przekroczyć 720 %. W sklepach brakuje żywności i lekarstw, sklepy z artykułami dotowanymi przez państwo pozostają od wielu miesięcy puste, wiele zakładów przemysłowych wstrzymało produkcję i zwolniło pracowników, a państwo z powodu braku środków finansowych nie może importować potrzebnych społeczeństwu produktów. Ceny żywności na czarnym rynku są tak wysokie, że większości Wenezuelczyków nie stać na kupno jedzenia. BBC podaje, że litr mleka kosztuje na czarnym rynku nawet równowartość 3 tys. złotych, zaś półkilogramowa paczka kawy ponad 700 zł. Według CEPAL w 2016 roku poniżej progu ubóstwa znajdowało się ponad 80% gospodarstw domowych, a blisko 87% Wenezuelczyków przymiera głodem. Najtragiczniejsze w skutkach jest niedożywienie dzieci. Wskaźnik śmiertelności niemowląt wzrósł w ciągu kilku lat z 11% do 30%. Ci, którzy mieli taką możliwość, wyemigrowali, głównie do sąsiedniej Kolumbii i Brazylii.

Źródło: Dane za CEPAL, http://www.cepal.cl.

Tymczasem kilkadziesiąt lat temu był to jeden z najbogatszych krajów Ameryki Łacińskiej, cieszący się dobrobytem i stosunkowo wysokim wskaźnikiem rozwoju ludzkiego (wskaźnik HDI jeszcze w 2015 roku wynosił 0,762, co sytuowało Wenezuelę w grupie krajów o wysokim poziomie rozwoju, razem z Urugwajem, Meksykiem czy Panamą)[5]. Wenezuela posiada największe udokumentowane złoża ropy naftowej na świecie, a litr benzyny kosztował tu przez lata równowartość 2 centów.

 

 

 

 „Patria socialista o muerte”

Fot. „Ojczyzna socjalistyczna lub śmierć – zwyciężymy” – napis na ogrodzeniu od posterunku gwardii przybrzeżnej na Los Roques. Fotografia z czasów prezydentury Hugo Chaveza. Wielowymiarowy kryzys polityczny i ekonomiczny rozwija się w Wenezueli od kilku lat.

Od 1999 r. dominujące znaczenie polityczne w Wenezueli ma Zjednoczona Partia Socjalistyczna Wenezueli (PSUV). W 2006 roku – pod hasłami walki o prawa marginalizowanych dotąd biednych mas społeczeństwa, krytyki imperializmu północnoamerykańskiego oraz w imię ostentacyjnej przyjaźni z Fidelem Castro – do władzy, przy dużym poparciu społeczeństwa, doszedł charyzmatyczny prezydent Hugo Chávez.

Hugo Chávez, poszukując własnej strategii rozwoju, pozostającej w opozycji do osławionego i znienawidzonego konsensu waszyngtońskiego, przyjął koncepcję „socjalizmu XXI wieku” zaproponowaną oryginalnie przez Heinza Dietricha w 2000 roku jako nowy projekt historyczny dla krajów Ameryki Łacińskiej[6]. Zgodnie z założeniami, „socjalizm XXI wieku” miał wyznaczać kierunek przekształceń gospodarczych, politycznych, ekonomicznych, militarnych czy kultury, przy zapewnieniu uczestnictwa społeczeństwa w procesach decyzyjnych. Według tej teorii gospodarka rynkowa nie jest zdolna rozwiązać problemów społecznych i środowiskowych, gdyż prowadzi do pogłębiania nieefektywności przy pozbawieniu szerokich mas społeczeństwa możliwości wyjścia z biedy. „Socjalizm XXI wieku” miałby zatem polegać na zwiększeniu roli państwa w gospodarce, wprowadzeniu gospodarki planowanej zamiast rynkowej, kontroli państwa nad zasobami surowcowymi, wykorzystaniu dochodów z wydobycia i eksportu ropy naftowej i gazu na rozwój infrastruktury i edukacji, przyjęciu szerokich programów socjalnych dla grup wykluczonych, dążeniu do redystrybucji dochodów i zmniejszeniu nierówności społecznych przez szerszy dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej i demokracji uczestniczącej, zapewniającej udział większości w rozwoju kraju.

Dzięki przychodom z eksportu ropy naftowej, której ceny na rynkach światowych utrzymywały się wówczas na wysokim poziomie, rząd Chaveza mógł z powodzeniem finansować programy społeczne, w tym budowę infrastruktury i zapewnienie opieki zdrowotnej w najbiedniejszych wioskach, które nigdy wcześniej nie cieszyły się uwagą władz. Rzeczywiście, sytuacja zwykłych obywateli zaczęła się zmieniać. Chávez wprowadził programy socjalne, dotacje na żywność, znacznie zwiększył wydatki na edukację i zapewnił dostęp do usług publicznych dla społeczeństwa. Znalazło to odzwierciedlenie w znaczącym wzroście wskaźników rozwoju w Wenezueli, a prezydentowi zapewniło miłość i wdzięczność ubogiej części Wenezueli oraz podziw przywódców części pozostałych krajów latynoamerykańskich. Model wenezuelski został zaadaptowany także w pobliskiej Boliwii przez pierwszego indiańskiego przywódcę kraju, Evo Moralesa, a do wenezuelskiej inicjatywy integracyjnej ALBA (Boliwariański Sojusz na rzecz Narodów Naszej Ameryki; hiszp. Alianza Bolivariana para los Pueblos de Nuestra América) chętnie przystąpiły Kuba, Boliwia, Ekwador, Nikaragua i kilka państw karaibskich. Jednak po przedwczesnej śmierci Hugo Chaveza oraz w wyniku poważnego kryzysu gospodarczego w Wenezueli koncepcja „socjalizmu XXI wieku”, budząca od początku wiele kontrowersji, wątpliwości i silnej niechęci rodzimego i zagranicznego biznesu, wydaje się być już tylko interesującym doświadczeniem historycznym, podczas gdy Wenezuela pogrąża się w zapaści gospodarczej i politycznej.

Przez 14 lat prezydentury, Chavezowi nie udało się zdywersyfikować gospodarki i inne gałęzie przemysłu niemal zupełnie się nie rozwijały, a ich udział w eksporcie był znikomy. Gdy w 2014 roku ceny ropy naftowej na światowych rynkach gwałtownie spadły[7], gospodarka Wenezueli, która 95 % przychodów z eksportu czerpie właśnie z ropy naftowej, znalazła się w pułapce. Ówczesny rząd, na którego czele stał już Maduro – zdecydowanie mniej sprawny w zakresie kierowania gospodarką, bez doświadczenia politycznego i cieszący się dużo mniejszym poparciem – nie był w stanie dłużej finansować kosztownych programów socjalnych ani opłacić importu dóbr konsumpcyjnych. Zaczęło brakować podstawowych artykułów powszechnego użytku, żywności i lekarstw. Niewielkie środki finansowe, którymi dysponuje rząd Maduro, nie wystarczają na pokrycie długu publicznego, który przyrasta w niepokojącym tempie.

Prezydent Maduro, namaszczony na swoje stanowisko przez samego Chaveza, próbował kontynuować politykę poprzednika, jednak w obliczu trudności gospodarczych i radykalizacji politycznej, poparcie społeczeństwa dla jego działań jest niewielkie. Niemal od początku jego prezydentury przedstawiciele opozycji byli represjonowani, 430 opozycjonistów trafiło do więzienia, często po kuriozalnych wyrokach skazujących wydanych w trybie nadzwyczajnym przez sądy wojskowe. Nawet sędziowie czują się zagrożeni: wielu z nich w obawie przed represjami poprosiło niedawno o azyl w ambasadzie Chile. Poparcie społeczne dla Maduro spadło do poziomu najniższego wśród wszystkich przywódców Wenezueli – do zaledwie kilkunastu procent.

Przyczyny i znaczenie wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego

Pogarszające się koniunktura i sytuacja społeczna podczas kadencji obecnego rządu przyczyniły się do zwycięstwa opozycji demokratycznej w wyborach parlamentarnych w grudniu 2015 roku (112 ze 167 mandatów w Zgromadzeniu Parlamentarnym należy do opozycji). Stało się to przyczyną narastającego konfliktu opozycji z rządem Maduro. Parlament bojkotował plany prezydenta, zaś on z kolei torpedował działania Zgromadzenia Narodowego. Prezydent nie znajdując porozumienia z parlamentem, doprowadził do jego marginalizacji, sprawując władzę za pomocą dekretów, wprowadzanych w życie przez wierny prezydentowi Sąd Najwyższy. To właśnie decyzja z 30 marca o formalnym przekazaniu uprawnień parlamentu Sądowi Najwyższemu stała się zarzewiem dzisiejszych protestów, trwających niemal nieprzerwanie od początku kwietnia br. W odpowiedzi na utrzymujące się napięcia społeczne prezydent  Maduro podjął decyzję o organizacji wyborów do Konstytuanty, argumentując, że nowa konstytucja zapewni pokój i pozwoli na dialog podzielonego społeczeństwa. Jednak nasilają się obawy, że celem Maduro jest wprowadzenie niedemokratycznych rozwiązań ustrojowych, utrwalenie bezterminowej władzy rządu i dalsza marginalizacja opozycji, ale też odwrócenie uwagi od narastających problemów gospodarczych i społecznych.

Politycy opozycyjni zostali pozbawieni możliwości działania, co nasiliło protesty. W ciągu ostatnich miesięcy aresztowano tysiące manifestantów, wielu odniosło poważne obrażenia, a około 130 straciło życie. Zamieszki nasiliły się w maju, po wydaniu przez prezydenta dekretu o zamiarze uchwalenia nowej konstytucji. Tymczasem 16 lipca br. opozycja zorganizowała własne referendum, pod egidą Zgromadzenia Narodowego, w którym Wenezuelczycy wzięli masowo udział i opowiedzieli się zdecydowanie przeciwko dyktatorskim zapędom prezydenta, domagając się jego dymisji i ponownych wyborów z poszanowaniem zasad demokratycznych. Prezydent Maduro nie zamierza jednak dobrowolnie oddać władzy.

Co dalej z Wenezuelą?

Wenezuela jest niebezpiecznie blisko przepaści. Wiele długotrwałych i krwawych konfliktów zbrojnych na świecie wyzwalanych było przez znacznie mniej dramatyczne okoliczności niż te, które obserwujemy w Wenezueli.

Powołanie Zgromadzenia Narodowego wyłącznie ze zwolenników rządu oddala możliwość szybkiego porozumienia z opozycją i pogłębia polaryzację wśród Wenezuelczyków. Widać wyraźnie, że prezydent Maduro jest zdeterminowany w utrzymaniu władzy, stosując środki represji, nawet kosztem ostracyzmu na forum międzynarodowym. Naciski zewnętrzne i wprowadzane sankcje ze strony partnerów handlowych raczej posłużyły rządowi Wenezueli do wzmacniania argumentacji, że kryzys polityczny i gospodarczy jest wynikiem działań innych krajów pod przywództwem USA. Zaś dramatyczny brak środków finansowych na rachunku bieżącym może skutkować podporządkowaniem gospodarczym głównym kredytodawcom Wenezueli – Chinom oraz Rosji[8].

Konsekwencje wojny domowej byłyby dramatyczne nie tylko dla samej Wenezueli, ale także dla regionu. Biorąc pod uwagę trudne relacje polityczne Wenezueli z jej sąsiadami, proces mediacji jest trudnym zadaniem. Rozumieją to wszyscy obserwatorzy latynoamerykańscy, coraz bardziej zaniepokojeni rozwojem wydarzeń. Próby mediacji między rządem a opozycją nie przyniosły dotychczas rezultatów, mimo włączenia się Watykanu i krajów latynoamerykańskich, doświadczonych w dyplomacji prewencyjnej, jak choćby w przypadku Kolumbii i Kuby. Jak dotąd wszelkie próby ingerencji w wewnętrzne sprawy Wenezueli, prezydent Maduro odrzuca bez zastanowienia, a opozycja też nie jest skłonna do żadnych kompromisów.

Warto przypomnieć, że Wenezuela odegrała ważną i bardzo pozytywną rolę podczas negocjacji kompleksowego procesu pokojowego w Kolumbii, pomimo skrajnych różnic politycznych między ówczesnym prezydentem Hugo Chavezem a kolumbijskim prezydentem Manuelem Santosem. Może nadszedł czas, aby Kolumbia zrewanżowała się Wenezueli i teraz z kolei aktywnie włączyła się w proces mediacyjny w Wenezueli. Wydaje się, że również Brazylia, mimo własnych zawirowań politycznych i gospodarczych, mogłaby odegrać konstruktywną rolę w doprowadzeniu do dialogu. Oba te kraje przyjęły jak dotąd wielu wenezuelskich emigrantów i choćby w ten sposób już są mocno zaangażowane w wewnętrzny konflikt wenezuelski.

Choć sytuacja jest bardzo skomplikowana, to rozwiązanie pokojowe jest nadal możliwe. Mogłoby ono zostać wynegocjowane podczas rozmów na wysokim szczeblu przy wsparciu Kolumbii, Brazylii, Kuby i innych krajów regionu, doświadczonych w dyplomacji mediacyjnej. Może warto byłoby wykorzystać struktury Wspólnoty Państw Latynoamerykańskich i Karaibskich (CELAC), organizacji cieszącej się powszechnym zaufaniem krajów regionu bądź UNASUR, jak to sugeruje Ekwador. Ameryka Łacińska to region bogaty w doświadczenia w rozwiązywaniu napięć i konfliktów i miejmy nadzieję, że i w przypadku Wenezueli przyniesie to pozytywne rezultaty.

________________________

[1] R. Muggah, A.E. Abdenur, How to avoid a Venezuelan civil war, „Foreign Affairs”, Aug. 6, 2017,
https://www.foreignaffairs.com/articles/venezuela/2017-08-09/how-avoid-venezuelan-civil-war

[2]
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/wenezuela-siedziba-prokuratury-generalnej-oblezona-przez-zandarmerie,762542.html

[3] Estudio económico de América Latina y del Caribe, CEPAL, Santiago de Chile, 2017,
http://www.cepal.org/es/publicaciones/42001-estudio-economico-america-latina-caribe-2017-la-dinamica-ciclo-economico-actual.

[4]
https://eeas.europa.eu/headquarters/headquarters-homepage_en/13031/Statement%20by%20Federica%20Mogherini%20on%20Venezuela

[5] Human Development Report 2015,
http://hdr.undp.org/sites/default/files/hdr_2015_statistical_annex.pdf

[6] Heinz Dietrich jest socjologiem niemieckim żyjącym i wykładającym w Meksyku na UNAM. Jego programowa książka El Socialismo del Siglo XXI została wydana w wielu krajach Ameryki Łacińskiej oraz przetłumaczona w Chinach i Rosji. Autor próbuje w niej na nowo odczytać i dostosować do dzisiejszych realiów koncepcje Marksa.

[7] Cena ropy naftowej w czerwcu 2014 roku wynosiła 105,5 USD za baryłkę, zaś w styczniu 2015 roku zaledwie 47,5 USD za baryłkę. Rok później spadła jeszcze bardziej, do 33,7 USD. Obecne spadki to najdłuższa taka seria od końca lat 1980., kiedy ceny ropy spadły w ciągu pięciu miesięcy z około 30 USD za baryłkę do 10 USD,
http://tvn24bis.pl/surowce,78/cena-ropy-spadla-ponizej-40-dolarow,570660.html

[8] B. Znojek, Kryzys w Wenezueli, Komentarz PISM,  1 sierpnia 2017 r.,
http://www.pism.pl/publikacje/komentarz/nr-45-2017.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Opinie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.