Brazylijska samba polityczna – komentarz dr Joanny Gocłowskiej-Bolek

Brazylijska samba polityczna

Dr Joanna Gocłowska-Bolek
Centrum Studiów Latynoamerykańskich
Uniwersytet Warszawski

Prezydent Brazylii Michel Temer uniknął procesu i odsunięcia od władzy, pomimo aktu oskarżenia skierowanego przez prokuratora generalnego Rodrigo Janota do brazylijskiego Sądu Najwyższego. Niższa izba parlamentu zdecydowanie odrzuciła oskarżenie głowy państwa o korupcję oraz o utrudnianie śledztwa. I chociaż jest to zaledwie pierwszy z kilku zapowiadanych korupcyjnych zarzutów, to szanse na skazanie prezydenta Temera są nikłe. Zgodę na proces musiałoby wyrazić przynajmniej 342 z 513 deputowanych. Tymczasem ugrupowanie rządzące, z którego wywodzi się Temer – Partia Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego (PMDB), ma w parlamencie większość, dzięki której z łatwością zablokuje inicjatywy wymierzone w prezydenta. ”Nic nas nie zniszczy, ani mnie, ani moich ministrów” – mówił pewnym głosem prezydent jeszcze przed poznaniem wyników głosowania. Tym samym wydaje mu się nie przeszkadzać fakt, że według sondaży jest pozytywnie oceniany przez zaledwie 7 % obywateli, a głosowaniu w parlamencie towarzyszyły protesty uliczne i żądania ustąpienia z najwyższego stanowiska w kraju.

Fot. Manifestacje na ulicach São Paulo.

Petrobras, Odebrecht, JBS – skandale korupcyjne zachwiały stabilnością polityczną Brazylii i całej Ameryki Południowej

Michel Temer jest pierwszym urzędującym prezydentem Brazylii formalnie oskarżonym o przyjmowanie łapówek. Jak wynika z aktu oskarżenia, miał przez lata przyjąć od największego na świecie koncernu mięsnego JBS przynajmniej 150 tys. euro na rzecz swojej partii, w zamian za obietnice interwencji w państwowym urzędzie ds. konkurencji. Na prezydencie ciążą też wcześniejsze, nie mniej poważne zarzuty. Według liczącego 8536 stron aktu oskarżenia, w czasie kampanii wyborczej w 2014 roku jego kandydatura została wsparta niezaksięgowaną kwotą 50 mln reali przez koncern budowlany Odebrecht.

Skandal wokół Odebrecht to obecnie największa afera korupcyjna w tej części świata. Śledztwo trwa już ponad dwa lata, a na ławie oskarżonych pojawia się coraz więcej nazwisk – dotychczas ponad sto –prominentnych polityków, w tym premierów i prezydentów oraz czołowych przedsiębiorców, nie tylko brazylijskich. Sam prezes koncernu, Marcelo Odebrecht, został w ubiegłym roku skazany na 19 lat więzienia za korupcję, pranie brudnych pieniędzy i przynależność do organizacji przestępczej. Skandal związany z koncernem Odebrecht rozlał się po całej Ameryce Południowej. Koncern działał niemal poza przepisami prawa, za pomocą olbrzymich łapówek z łatwością korumpując polityków i przedsiębiorców. Przez lata pozwoliło mu to zdobyć lukratywne kontrakty a także wygrane przetargi w zamówieniach publicznych, osiągając dodatkowe profity dzięki zawyżonym cenom wykonywanych usług budowlanych.

Warto przypomnieć, że do tej pory nie ucichły jeszcze echa wcześniejszego “skandalu stulecia”, związanego z Petrobras, państwowym gigantem naftowym i największym inwestorem w Ameryce Południowej, który dwa lata wcześniej wyeliminował ze sceny politycznej ponad 50 osób, zarówno z ówczesnej partii rządzącej, jak i opozycji. Petrobras regularnie zawyżał wartości kontraktów zawieranych z podwykonawcami, a pozyskanymi dodatkowymi środkami zarząd koncernu dzielił się z administracją rządu Luli da Silvy i prominentnymi politykami.

Gdzie się podziała grandeza brazileira?

Brazylia od początku obecnego stulecia była wzorem dla gospodarek całego kontynentu. Swoją dobrą sytuację zawdzięczała m.in. popytowi na surowce szybko rosnących gospodarek azjatyckich, ekspansji kredytowej i zwolnieniom podatkowym w niektórych sektorach, co dodawało rozwojowi dynamiki, ożywiało popyt i inwestycje[1]. W Brazylii od początku obecnego stulecia udało się nie tylko ograniczyć problem powszechnego ubóstwa oraz zmniejszyć rozwarstwienie społeczne, ale także znacząco rozszerzyć klasę średnią, której aspiracje konsumenckie coraz skuteczniej napędzają popyt rodzimych producentów oraz cieszą importerów. Za pomocą dobrze zaprojektowanych dla potrzeb obywateli programów pomocy społecznej za prezydentury Luli da Silvy i następnie Dilmy Rousseff udało się wydobyć z ubóstwa blisko 40 mln obywateli, czyli jedną piątą społeczeństwa Brazylii. Warto podkreślić, że jest to światowy fenomen.

Brazylii w ciągu ostatnich dwóch dekad udało się przyspieszyć proces zmniejszania luki dzielącej jej gospodarkę od gospodarek rozwiniętego kapitalizmu, zapoczątkować proces ograniczania polaryzacji społecznej i jednocześnie przybliżyć perspektywę oczekiwanej od pokoleń grandeza brazileira[2]. Brazylia stała się siódmą (przejściowo nawet szóstą) potęgą gospodarczą świata, z PKB ponad 3,2 bln dolarów (według PPP, dane za MFW 2016), z czego 5,5 % dostarcza sektor rolnictwa, 27,5 % przemysł, a 67 % sektor usługi. PKB per capita nie jest już tak imponujący: wynosi 15 646 USD (według PPP, dane za MFW 2016), co w rankingu państw świata sytuuje Brazylię na 76. pozycji. Dystans dzielący ją od krajów rozwiniętych wciąż jest duży, ale konsekwentnie się zmniejsza. Niekwestionowane jest regionalne przywództwo kraju w Ameryce Południowej – zarówno gospodarcze jak i polityczne. Dostrzegają to aktorzy międzynarodowych stosunków gospodarczych i politycznych nawet z innych części świata.

Źródło: Dane za CEPAL, www.cepal.cl

W tej chwili brazylijska gospodarka jest w zdecydowanie słabszym momencie swojego rozwoju – w stanie poważnej recesji gospodarczej. Perspektywy powrotu na ścieżkę stabilnego wzrostu wydają się na razie odległe. Państwo ma problemy z utrzymaniem inflacji na bezpiecznym poziomie, a to ogranicza możliwość kontynuowania ekspansywnej polityki monetarnej, na czym dotąd kraj ten opierał koncepcję pobudzania wzrostu. Wzrost stopy bezrobocia do 13,7 %, wywołał niezadowolenie obywateli, którzy pamiętają, że jeszcze w 2013 roku tylko 5,9 % siły roboczej pozostawało bez pracy. Problemem jest również niesprawny system finansowy, który utrzymuje wysokie stopy kredytowe: średnie oprocentowanie kredytu na poziomie 28 % – wprowadzone jako narzędzie walki z inflacją – skutecznie zniechęca przedsiębiorców do ekspansji kredytowej. Brazylii nie sprzyja też słaba koniunktura w światowej gospodarce, klęski żywiołowe, epidemie (susza, ekspansja wirusa Zika), skandale korupcyjne oraz brak zaufania do polityków.

A miało być tak pięknie…

W 1995 roku prezydent Fernando Henrique Cardoso przejął kraj nękany kryzysem i 40-procentową inflacją w ujęciu miesięcznym, którą zdołał sprawnie ograniczyć do 10% rocznie wprowadzając stabilizujący Plano Real, obejmujący prywatyzację, deregulację handlu i finansów oraz reformy instytucjonalne. Jednocześnie podniósł poziom płacy minimalnej i rozszerzył wydatki socjalne, co szybko poprawiło siłę nabywczą rodzin ubogich.

W 2002 roku wybory prezydenckie wygrał Luiz Inácio Lula da Silva, lider lewicowej Partii Pracujących (port. Partido dos Trabalhadores, PT). Zwyciężył pod hasłami krytyki neoliberalizmu, propozycji poprawy sytuacji najbiedniejszych obywateli i przeprowadzenia progresywnych reform, jednocześnie obiecywał elitom gospodarczym w „Liście do Brazylijczyków” przestrzeganie zasad gospodarki rynkowej i poszanowanie własności prywatnej.

Po wygranych wyborach rząd Luli da Silvy utrzymał orientację prorynkową, korzystając z przychylności elit wprowadził nowe bądź rozwinął zaprojektowane jeszcze przez rząd poprzednika programy społeczne. W czasie jego rządów udało się utrzymać stabilizację makroekonomiczną, zachować przyjazną biznesowi politykę gospodarczą przy aktywnej roli państwa w walce z głodem, powszechnym ubóstwem i nierównościami. Wprowadzono system zachęt do wychodzenia z szarej strefy i znaczącą podwyżkę płacy minimalnej. Polityka rządu Luli da Silvy, świetnego negocjatora i charyzmatycznego lidera politycznego, była przykładem innego myślenia o rozwoju oraz próbą pogodzenia gospodarki rynkowej i stabilizacji z programami społecznymi o szerokim zasięgu i wysokiej skuteczności.

Lula da Silva potrafił przypodobać się niechętnym mu początkowo elitom finansowym. W roli wiceprezydenta osadził bowiem znanego przedsiębiorcę i konserwatystę, José Alencara zaś na szefa banku centralnego powołał Henrique Meirellesa – bankiera z doświadczeniem w Stanach Zjednoczonych, niezwiązanego z Partią Pracujących. Wydaje się jednak, że Luli da Silvie zabrakło determinacji do przeprowadzenia tak oczekiwanej reformy rolnej czy odwagi potrzebnej do wprowadzenia takiej polityki podatkowej która poprawi mechanizmy redystrybucji dóbr w Brazylii.

Kraj o największych nierównościach na świecie

Od połowy lat 60. do końca następnej dekady Brazylia doświadczyła rządów dyktatorskich przy jednoczesnym szybkim wzroście gospodarczym, który wynosił 10% rocznie. W takich okolicznościach polityka socjalna nie była priorytetem rządu, zaś szybki wzrost PKB nie miał przełożenia na poziom życia najbiedniejszej części społeczeństwa. „Stracona dekada” lat 80. przyniosła nie tylko poważny kryzys gospodarczy z ujemnym stratą w PKB, ale także pytania o skuteczne metody redukcji poziomu ubóstwa. To właśnie w tej dekadzie rozpoczęto debatę na temat polityki socjalnej w Brazylii, prowadzonej bez większych zmian od lat 30. Wskaźnik Giniego, pokazujący poziom nierówności, wzrósł z 0,58 w 1980 roku do 0,64 w 1989 roku, zaś 49% ludności znalazło się poniżej granicy ubóstwa. Polityczną agendę determinował w tym czasie przede wszystkim proces demokratyzacji po 20-letnim okresie dyktatur wojskowych a temat pomocy socjalnej odsunięto w czasie. Polityka neoliberalna, realizowana przez Brazylię od końca lat 80., w dużej mierze w duchu Konsensu Waszyngtońskiego narzuconego Ameryce Łacińskiej przez MFW, przyniosła zarówno okresy kilkuprocentowego wzrostu, jak też załamań gospodarczych. Reformy rynkowe pozwoliły na ograniczenie zadłużenia zagranicznego i spadek inflacji, zaś otwarcie gospodarki na napływ inwestycji zagranicznych przyniosło znaczną poprawę dynamiki eksportu. W ostatniej dekadzie XX wieku nastąpił jednak równocześnie dalszy wzrost nierówności, a problemy społeczne uległy zaostrzeniu.

Brazylia trendsetterem innowacyjności społecznej

Co prawda Brazylia wciąż pozostaje krajem o największych rozpiętościach dochodowych na świecie, jednak od początku obecnego stulecia wskaźnik Giniego wyraźnie spada – po raz pierwszy w historii kraju. W dużej mierze jest to zasługa flagowego programu z zakresu pomocy warunkowej, tj. Bolsa Familia, którym objęto blisko 11 mln osób. Jest to zależny od liczby uczących się dzieci zasiłek dla gospodarstw domowych, które osiągają dochody poniżej 100 reali miesięcznie. Warunkiem uzyskania pomocy jest spełnienie określonych kryteriów: wysoka frekwencja dzieci na zajęciach szkolnych oraz obowiązkowe szczepienia i wizyty profilaktyczne w ośrodkach zdrowia. Dołożono wszelkich starań, aby dotrzeć do najbardziej potrzebujących rodzin, również tych pozostają poza jakimkolwiek systemem świadczeń publicznych. Pieniądze są przelewane co miesiąc na kartę pre-paidową, w której posiadaniu jest matka rodziny, co skutecznie ogranicza liczbę pośredników i upraszcza system. Do głównego programu Bolsa Familia dodano szereg komplementarnych usług i transferów, zwłaszcza z zakresu edukacji i alfabetyzacji, a także warsztaty poszukiwania pracy, darmową suplementację witaminą A oraz preparatem żelaza, darmowy dostęp do środków medycznych zwalczających astmę u dzieci itp. Nie jest to jedyny program pomocy społecznej: można wyróżnić ich blisko 200, o różnym zasięgu i skuteczności, wśród nich Fome Zero („Zero Głodu”), Brasil Sem Miséria („Brazylia bez Nędzy”) oraz Luz para Todos („Światło dla Wszystkich”), dostosowanych do różnorodnych potrzeb i zmienianych w rezultacie przeprowadzanych okresowych ewaluacji.

Fot. Niedokończony budynek wielorodzinny w pobliżu faweli Rocinha w Rio de Janeiro, do którego planowano przenieść część najuboższych mieszkańców.

Reformy gospodarcze oraz polityki społeczne wprowadzone od początku XXI wieku przyczyniły się do awansu wielu ludzi do klasy średniej – statystyki wskazują na ponad 36 milionów Brazylijczyków. W rezultacie utworzono 12 milionów nowych miejsc pracy, zaś płaca minimalna wzrosła dwukrotnie. Niemal zlikwidowano problem analfabetyzmu dorosłych, a odsetek młodzieży podejmującej edukację średnią i wyższą znacząco wzrósł. To także sukces bez precedensu w historii kraju i na świecie.

Zamach stanu w białych rękawiczkach?

Brazylia pod rządami Dilmy Rousseff przechodziła trudny okres braku stabilizacji, wielkich afer korupcyjnych i stagnacji makroekonomicznej. Dilma Rousseff nie cieszyła się nigdy takim poparciem społecznym, jakie uzyskiwał Lula da Silva. Wydaje się także, że nie posiadała także charyzmy właściwej temu politykowi. Od objęcia władzy Rousseff miała poważne trudności z prowadzeniem dialogu z elitami finansowymi, które za wszelką cenę postanowiły pozbawić ją stanowiska. Establishment prowadził przeciwko niej otwartą walkę, często z wykorzystaniem prywatnych mediów. Istotny był jego sprzeciw – choć nieartykułowany explicite – na awans tak wielkiej rzeszy ubogich do statusu klasy średniej. Elity Brazylii zdawały się nie wyrażać zgody na tak daleko posunięty egalitaryzm. Szukano pretekstu, aby usunąć prezydent ze stanowiska. Nie udało się jej jednak przestawić żadnych oskarżeń korupcyjnych[3].

Fot. Widok na rezydencję prezydencką w Brasilii.

Procedurę impeachmentu przeprowadzono zgodnie z istniejącą ścieżką legislacyjną, jednak zarzuty stawiane brazylijskiej prezydent były wątpliwe. Dilmy Rousseff nie usunięto na podstawie zarzutów korupcyjnych wadliwy sposób księgowania deficytu budżetowego, który miał prowadzić do zatajenia rzeczywistej wielkości zobowiązań finansowych w przededniu kampanii wyborczej, która toczyła się o jej drugą kadencję. W wyniku impeachmentu najwyższy urząd w państwie w 2016 roku objął 76-letni Michel Temer, wcześniej będący wiceprezydentem kraju. Co ciekawe – o ile w rządzie Dilmy Rousseff obecne były osoby różnych płci i o różnych odcieniach skóry, o tyle rząd Temera składa się z samych białych mężczyzn, wywodzących się z neoliberalnych elit.

Tymczasem były prezydent Brazylii Luiza Inacio Lula da Silva został skazany przez sąd w Kurytybie na 9,5 roku więzienia za przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości 3,7 mln reali (1,06 mln euro). Wśród nich znalazł się luksusowy apartament w nadmorskim kurorcie od firmy budowlanej OAS, która była zamieszana w skandal stulecia wokół Petrobras. Jeśli sąd drugiej instancji nie podważy wyroku, to Lula – który jest obecnie liderem sondaży – trafi do więzienia i nie będzie mógł startować w wyborach prezydenckich w 2018 roku. Były prezydent konsekwentnie odrzuca wszelkie oskarżenia.

________________________

[1] J. Gocłowska-Bolek (2016), Brazylia w poszukiwaniu innowacyjności gospodarczej, „Ameryka Łacińska”, 1(96)/2016, s. 43-58.

[2] E. Amann, A. Barrientos (2014), Is there a new Brazilian model of development? Main findings from the IRIBA research programme, IRIBA Working Paper 13, School of Environment, Education and Development, The University of Manchester.

[3] L. Dowbor (2017), Brazylijskie elity szukały haka na prezydent Dilmę Rousseff. I go znalazły, Wywiad J. Majmurka, „Krytyka Polityczna”, 3 sierpnia 2017 r.,
http://krytykapolityczna.pl/swiat/dowbor-brazylijskie-elity-szukaly-haka-na-prezydent-dilme-rousseff-i-go-znalazly/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Opinie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.